oekonomii

Kto na to pozwala? Wykup polskiej ziemi przez obcokrajowców

Kto na to pozwala?

Wykup ziemi przez obcokrajowców

 

„Ziemia jest święta. To ziemia wydaje plony i żywi. To ziemia nieustannie tryska wodą ze swych źródeł. To ziemia daje ludziom schronienie i czyste powietrze dzięki drzewom i lasom. Bez ziemi, żyć nie można. Ziemia jest błogosławieństwem, jeśli się o nią dba. Ziemia się jednak nie odnawia. Ziemi jest nawet coraz mniej…”

Ale w kontekście Ojczyzny ziemia nabiera innego, ważniejszego wg mnie znaczenia:

„Bez własnej ziemi, człowiek staje się koczownikiem. Nędzarzem. Wędrowcem, który nigdzie nie jest u siebie.”

Lecz zamiast przypominać nam te prawdy i uświadamiać młode, dojrzewające pokolenia, powtarza się nam, że: musimy sprzedawać ziemię, aby obcokrajowcy u nas inwestowali, a nam się jutro lepiej wiodło, aby udowodnić światu, że jesteśmy ludźmi postępu, aby raz na zawsze pożegnać się
z ciemnogrodem i wejść do jasnego grona mądrych państw, gdzie wszystko bez wyjątku jest lepsze niż u nas, aby wstąpić do UE, NATO, OECD i wszelkich podobnych klubów, które tego od nas zażądają, gdyż jak powszechnie wiadomo, poza tymi klubami, życia nie ma i nie może być, aby udowodnić, że nie jesteśmy ksenofobami i mamy na uwadze dobro obywateli wszystkich państw... poza oczywiście Polską.

Musimy zauważyć jakie katastrofalne skutki wypływają z ustawy zezwalającej cudzoziemcom nabywać nieruchomości w Polsce. Ustawa ta, nowelizowana w marcu 1996 roku, jest tak liberalna, że w ciągu najbliższych lat grozi nam utrata od jednej trzeciej do połowy powierzchni naszego kraju. Wykup polskiej ziemi przez cudzoziemców, a głównie przez Niemców, ma charakter masowy, jest otwarcie wspierany przez nasze władze i co gorsze, problem ten jest systematycznie przez nie bagatelizowany. My Polacy powinniśmy walczyć o zachowanie polskiej państwowości, niepodległości i suwerenności, o które od tysiąca lat walczyły wszystkie pokolenia Polaków i które w niczym nie są sprzeczne z zasadami dobrego sąsiedztwa z wszystkimi ościennymi państwami bez wyjątku.

Musimy bronić   polskiej ziemi. Brak jest bowiem przepisów, które zabezpieczają te grunty przed wolnym obrotem. To jest najgorsze niebezpieczeństwo. Nie ma na   to zgody. Chcemy żyć i pracować normalnie, a państwo nam   tego nie ułatwia - mówili rolnicy uczestniczący w proteście   przeciwko niekontrolowanej sprzedaży naszej ziemi.

 

Według rolników z województwa zachodniopomorskiego w obce ręce trafiło już około 80 proc. gruntów z tamtejszej Agencji Nieruchomości Rolnych.

Obcokrajowcy, głównie z Niemiec, ale także Holandii i Danii, nie startują bezpośrednio
w przetargach organizowanych przez ANR. Podstawiają osoby, które są nastawione na to, aby wygrać przetarg. Podbijane ceny dochodzą nawet do 50 tys. zł za 1 ha, podczas gdy średnia realna cena w Zachodniopomorskim to ponad 20 tys. zł. Na to nie stać polskiego właściciela gruntów rolnych. W sytuacji sztucznego zawyżania cen nie zadziałał mechanizm dający prawo pierwokupu rolnikom - obywatelom polskim. Ziemia idzie w ręce spółek zarejestrowanych w Polsce, jednak udziały w nich mają obcokrajowcy.
– To typowy przykład, jak ominąć przepisy o zakazie sprzedaży ziemi obcokrajowcom – mówi Edward Kosmal, przewodniczący Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego Rolników w woj. zachodniopomorskim – Niedługo jednak przepisy te przestaną obowiązywać i co wtedy się stanie, skoro już teraz większość gruntów należy do Niemców i Duńczyków? – pyta.

Jak Polska ziemia trafia do zagranicznych właścicieli?

Edward Kosmal opowiada, że do przetargów ogłaszanych przez Agencję stają ludzie wyspecjalizowani w nabywaniu gruntów metodą „na słupa”. Często jest to ich sposób na życie. – To są ludzie, którzy działają na zlecenie obcego kapitału – tłumaczy Kosmal. – Cena nie odgrywa żadnej roli. Rolnik, który posiada 2 ha, staje do przetargu i płaci gotówką 9 mln zł podczas przetargu w Agencji Nieruchomości Rolnej. Skąd ma pieniądze? Proceder jest prosty. Zgłasza w urzędzie skarbowym, że zaciągnął pożyczkę od Duńczyka, płaci 2 proc. od pożyczonej kwoty, a potem np.
 w Berlinie podpisuje umowę na tę pożyczkę i wtedy ziemia jest zabezpieczeniem. Tak to wygląda. Po latach będzie wiadomo, o co chodzi. Bo obcokrajowcy położą akty notarialne na stół i nie będzie to już nasze – dodaje.

Dobry interes

– Są specjalne fundusze w Niemczech, Danii czy innych krajach dla rolników, którzy kupują ziemię
w Polsce – mówi Edward Kosmal. – To są pieniądze przeznaczone na wykup polskiej ziemi.
Już sam zakup ziemi jest dobrym interesem. Do tego dochodzą programy rolno-środowiskowe,
w ramach których można dostać 800 zł dopłaty do każdego hektara. Spółki zajmujące się produkcją rolną również biorą w nich udział.

– Jeśli ktoś ma 1.000 czy 1.500 ha, tak jak spółka PER LA, która na terenie gminy Kozielice posiada już ponad 1500 ha ziemi, to proszę policzyć, o jakie pieniądze tu chodzi – wyjaśnia przewodniczący komitetu protestacyjnego. – Nikt tego nie kontroluje, czy pan sieje, czy pan orze. Tu się robi duże pieniądze i nie ma żadnych ograniczeń – dodaje.

Co robi rząd

Według stanu na 31 grudnia 2011 r. w woj. zachodniopomorskim ok. 760 tys. hektarów, które kiedyś były zarządzane w ramach PGR-ów, przeszło w obce ręce – mówi Białkowski.

W minionym roku spółki z udziałem kapitału zagranicznego kupiły w  Polsce ponad 1,6 tys. ha gruntów rolnych – ponad dwa razy więcej niż w roku 2011.

Obecnie często jest tak, że formalnie większościowym udziałowcem w spółce są Polacy, ale cały kapitał spoczywa w ręce zagranicznego przedsiębiorcy. Choć stosunek własnościowy wynosi 49 do 51 proc. na korzyść Polaków, inwestorami są przede wszystkim obcokrajowcy. Trzymają w ręku zarówno proces decyzyjny, jak i kapitał.

Jak wyglądają rzeczywiste dane, nie wiadomo, bo problem nie jest dokładnie badany. – To wierzchołek góry lodowej – ocenia Sierpiński. Dopiero w 2016 r., kiedy unijne prawo umożliwi zakup ziemi w Polsce cudzoziemcom, zobaczymy skalę tego procesu – oceni Sierpiński.

W marcu minister rolnictwa Stanisław Kalemba mówił o marginalnym wykorzystywaniu tzw. słupów przy obrocie ziemią. – Tak dobrych warunków zakupu ziemi rolnicy jeszcze nie mieli – twierdzi minister. Uważa, że nie było i nie ma masowego wykupu gruntów rolnych od Agencji Nieruchomości Rolnych przez podstawione osoby działające w imieniu podmiotów zagranicznych.

Rolnicy zostali więc sami z problemem. – Od początku, od kiedy problem narastał, szukaliśmy cały czas platformy porozumienia ze stroną rządową. Wszelkie formy i możliwości porozumienia zawiodły – opowiada Krzysztof Masternak.

To jednak tylko półśrodki, które nie ochronią przed nadużyciami. W Polsce nie ma świadomej działalności w zakresie polityki rolnej. Ten problem rozumieją tylko rolnicy. Wiedzą, że ziemi raz sprzedanej nie uda się już odzyskać.

Jak to wygląda w „oświeconej” Europie

W Szwajcarii ustawa ogranicza wykup nieruchomości przez obcokrajowców w celu zapobiegania obcym wpływom na ziemi - tak jest w ustawie, kropka.

W Norwegii przeciw wejściu do Unii Europejskiej głosowali głównie rolnicy i wygrali.
We Francji sprzedażą gruntów zajmuje się państwowa instytucja SAFER. Pierwszeństwo mają właściciele sąsiednich gruntów, muszą też użytkować zakupioną ziemię co najmniej 15 lat.
W Niemczech władze państwowe mogą odmówić zgody na wykup ziemi, jeśli nabywca nie chce ich trwale użytkować.

W Hiszpanii istnieje wymóg, aby kupujący byli z tej samej lub sąsiedniej gminy.
W Dani kupujący ziemię, musi się najpierw tam osiedlić, musi mieć wymagane prawem kwalifikacje, tak więc musi się stać duńskim rolnikiem. Każdy akt sprzedaży ziemi obcokrajowcom OSOBIŚCIE podpisuje KRÓLOWA (!)

A więc oni chronią swoją ziemię… I nie gadają o jakichś wspólnotach, jednolitym organizmie. Ochrona interesów narodowych nie jest nazywana ciemnogrodem, wsteczniactwem.
To jest po prostu ochrona interesu narodowego!

PiS – jedyny zdrowomyślący?

Do tej pory jedynym działaniem ochronnym polskiej strony, z jakim się spotkałam, jest projekt (!) PiSu. Nie będąc gorącą zwolenniczką tej partii – przyznaję im dużego plusa.

Główne zmiany, jakie proponuje PiS to m.in. określenie rolnika indywidualnego jako jedynego nabywcy ziemi rolnej w Polsce. – Nie będzie możliwości zakupu ziemi przez różnego rodzaju spółki, bo to jest droga do obchodzenia przepisów, które sprzyjają ochronie gospodarstw rodzinnych – poinformował Wojciechowski. Dodał również, że w świetle projektowanej ustawy „ nie może być tworzenia gospodarstw większych niż 300 ha, czyli tych gospodarstw, które w myśl tej ustawy są gospodarstwami rodzinnymi”. Kolejną kwestią, jaką poruszył eurodeputowany to wprowadzenie zasady oceny rolnika poprzez kryterium dochodowe. – Otóż za rolnika indywidualnego, osobiście pracującego w gospodarstwie, będzie mógł być uznany ten, kto co najmniej jedną czwartą część swoich dochodów uzyskuje z pracy w gospodarstwie rolnym – zaznaczył. Jednak nie będzie to dotyczyło mniejszych gospodarstw, czyli tych do 20 ha. Ostatnim głównym rozwiązaniem prawnym, jaki proponuje PiS to kontrola tego, co dzieje się po nabyciu gospodarstwa. Jak powiedział Wojciechowski, „z nabyciem nieruchomości rolnych, w myśl naszego projektu, będzie się liczył obowiązek osobistego prowadzenia tego gospodarstwa przez co najmniej 10 lat od daty zakupu. Jeśli ten obowiązek nie będzie realizowany, Agencja Nieruchomości Skarbu Państwa będzie mogła wdrożyć procedurę zmierzającą do unieważnienia transakcji zakupu i przejęcia za zapłatą równowartości pieniężnej tej ziemi do zasobów Agencji.”

Projekt jest w sejmowej komisji, pytanie do rządzących czy pozostanie tam na zawsze ?

Projekty projektami – jednak Polska w żaden sposób nie zabezpieczyła się przed utratą swej ziemi, nie ma żadnych restrykcyjnych ograniczeń.
Od 1 maja 2016 r. staniemy się po prostu rajem dla zagranicznych spekulantów ziemią.

Lubię czytać wywiady z profesorem Kieżunem. Człowiekiem, który w latach osiemdziesiątych z ramienia ONZ widział, jak od nowa kolonizuje się państwa afrykańskie. Po Afryce spekulacyjny kapitał obcy zwietrzył świetny interes w Europie Środkowej, która dopiero co wyzwoliła się ze szponów ZSRR (to, czy się wyzwoliła, czy nie, będzie może tematem kolejnego mojego opracowania). Sprywatyzowano nasz kraj za 15% jego wartości… Wyprzedano wszystkie srebra rodowe, a teraz przyszła kolej na ziemię. Jeżeli dodamy do tych dwóch elementów celową (tak, celową) politykę „wypędzania” młodych za granicę – obawiam się, że KTOŚ szykuje nasz kraj jako nowy LEBENSRAUM dla swoich…

Pytanie KTO?!
 

Polecam Wam dwa wg mnie istotne dla mojej pracy wywiady:
a) plan depopulacyjny dla Polski (13-20 mln) - doc. Józef Kossecki                          
https://www.youtube.com/watch?v=OOVWZG7BFEw 

b) profesor Witold Kieżun - "Patologia Transformacji" czyli jak nas okradziono
https://www.youtube.com/watch?v=0SrH2M9Spqo

 

A dla rozweselenia :) - jeżeli obronimy naszą ziemię, a ograbią nas ze wszystkiego – przynajmniej będziemy mogli orać tę naszą ziemię:

https://www.youtube.com/watch?v=6cdXJtdfFXU&feature=youtu.be

 

Małgorzata Zdunek

(w pracy wykorzystano materiały z internetu)